Dla Włochów pasta fresca to chleb powszedni i element tożsamości. Dla wielu z nas – ciepłe wspomnienie dzieciństwa, gdy babcia podsypywała mąką drewnianą stolnicę i kroiła ciasto w cieniutkie nitki do rosołu. Zmieniając swoje codzienne obowiązki zawodowe, Lena i Jacek postanowili otworzyć w Łodzi własną manufakturę; chcieli połączyć oba te światy: włoską tradycję małych sklepów ze świeżym makaronem na wagę oraz polską nostalgię.
Przygotowywali się przez bity rok, dopracowując receptury do perfekcji i własnoręcznie remontując lokal. A nazwa? Choć sercem są w słonecznej Italii, mama rodzeństwa nigdy w niedzielę nie wołała dzieci słowami: "chodźcie na spaghetti". Na stół zawsze wjeżdżały po prostu kluski. Dziś w swoim sklepie Kluska Pasta Fresca pokazują Łodzianom, czym różni się prawdziwy, świeży wyrób od suszonego makaronu z marketowej półki i dlaczego odpowiednia mąka to dopiero połowa kulinarnego sukcesu.
WIDEOW Katanii makaron robią na oczach gości
Semolina, jajka i kształt. Jak powstaje świeża pasta?
W świecie świeżego makaronu nie ma przypadku – każdy kształt ma swoje ścisłe kulinarne uzasadnienie. W manufakturze oferta dzieli się na "zwyklaki" oraz makarony nadziewane.
– Nasze makarony dzielimy na jajeczne i niejajeczne. Te na jajkach to przede wszystkim długie formy, jak tagliatelle czy spaghetti, które klienci po prostu uwielbiają. Z kolei makarony krótkie, takie jak rigatoni czy casarecce, robimy wyłącznie na semolinie i wodzie. Semolina sprawia, że makaron znacznie lepiej trzyma nadany kształt, a jego porowata struktura idealnie chwyta i zatrzymuje na sobie sos – tłumaczy Jacek.
Drugim filarem są makarony nadziewane, lepione na bieżąco. Obok żelaznego klasyka – ravioli ze szpinakiem, ricottą i skórką z cytryny – co tydzień pojawia się propozycja sezonowa (np. z pieczoną dynią i ciasteczkami!), a także "wielkie powroty" smaków z poprzednich miesięcy. Co najważniejsze dla domowych kucharzy: świeży makaron to najszybszy możliwy obiad. Podczas gdy wersja suszona potrzebuje nawet 10–12 minut, rzemieślnicze kluski są gotowe w zaledwie dwie do maksymalnie pięciu minut we wrzątku.
Trzy grzechy główne Polaków z makaronem
Edukacja kulinarna to stały element pracy za ladą. Choć Polacy coraz chętniej sięgają po rzemieślnicze wyroby, w domowych kuchniach wciąż pokutują stare nawyki, przez które świeża pasta traci całą sprężystość i smak. Czasem niewinna uwaga rzucona przy kasie potrafi zbić z tropu nawet najbardziej doświadczonego rzemieślnika.
– Jedna klientka powiedziała, że weźmie spaghetti i połamie na pół. To złamało mi serce – wspomina ze śmiechem Jacek.
Oto błędy, których należy bezwzględnie unikać przy obróbce makaronu:
- Przelewanie ugotowanego makaronu zimną wodą. Nawyk z dawnych lat zmywa z powierzchni makaronu cenną skrobię. To właśnie ona pozwala sosowi połączyć się z ciastem w gładką, kremową emulsję. Przelany wodą makaron staje się śliski, a sos spływa na dno talerza.
- Polewanie ugotowanego makaronu olejem. Często stosowane "żeby się nie posklejał". Zwykły olej tworzy na cieście tłustą barierę, przez którą makaron staje się mdły i nie przyjmuje żadnego dodatku. Jeśli makaron trafia z wody prosto do sosu, nic nie ma prawa się skleić.
- Łamanie spaghetti przed wrzuceniem do garnka. Długie makarony stworzono po to, by nawijać je na widelec, co pozwala zebrać idealną proporcję ciasta i dodatków. Wystarczy włożyć nitki pionowo do wrzątku – pod wpływem temperatury zmiękną w kilkanaście sekund i same gładko zanurzą się w wodzie.
Tagliatelle do grzybowej i patent na masełko
O ile włoskie trattorie to przede wszystkim makaron "na drugie danie", to czy świeża pasta wciąż kojarzy się Polakom głównie z tradycyjnym dodatkiem do zupy? O to też zapytałam w rozmowie z Jackiem.
– Coś w tym jest. Nasi klienci nierzadko biorą świeże tagliatelle i mówią: "to będzie świetne do zupy grzybowej". Nie walczymy z tym, bo ten makaron ma przywoływać dobre skojarzenia. Widzimy jednak, że coraz częściej przełamują schematy i zaczynają traktować go jak pełnoprawne danie główne – zauważa Jacek.
Do ravioli i klasycznych nitek rodzeństwo wprowadziło też własny kulinarny hit: autorskie masełka smakowe (m.in. cacio e pepe, szałwiowe do dyni, truflowe czy aglio, burro e peperoncino). Rozpuszczone na patelni z odrobiną wody z gotowania tworzą gotowy, kremowy sos w kilkadziesiąt sekund. Choć stworzono je z myślą o makaronie, klienci zaczęli smarować nimi poranne tosty i dodawać je do warzyw, przez co masełka szybko wymknęły się twórcom spod kontroli.
Makaronowe zero-waste po łódzku: aplikacje i kury mamy
Świeży wyrób bez konserwantów wymaga precyzji i dyscypliny, by nic się nie zmarnowało. W Klusce zasada niemarnowania żywności działa dwutorowo. To, co nie zostanie sprzedane danego dnia, nie trafia na ladę nazajutrz – rano pakowane jest w paczki z 50-procentowym rabatem i wystawiane w aplikacjach Too Good To Go oraz Foodsi. Znikają zazwyczaj w kilka minut, a do każdej dołączany jest autorski poradnik, jak prawidłowo ugotować i przechować dany kształt.
Drugi obieg jest jeszcze bardziej domowy:
– Wszystkie skorupki z jajek, które zużywamy do produkcji makaronów jajecznych, odkładamy. Nasza mama hoduje kury, więc skorupki wracają do niej jako cenny, naturalny pokarm. U nas naprawdę nic nie ląduje w koszu – mówi Jacek.
Kluska Pasta Fresca - smak bez kompromisów
Oryginalna ricotta, sprowadzane z Włoch sery, a nawet gruba sól do focacci z ziemniakami i rozmarynem – rodzeństwo w swoim biznesie nie szuka tańszych zamienników. Jak podkreślają, smak włoskich produktów kupowanych na tamtejszym rynku różni się głębią od towarów z masowej dystrybucji. Jednak poza jakością na talerzu najważniejsza pozostaje atmosfera. W Klusce nie da się po prostu szybko zrobić zakupów i wybiec – trzeba chwilę postać przy ladzie, porozmawiać o jedzeniu i na moment zwolnić tempo, dokładnie tak, jak robi się to w słonecznej Italii.