Stolik, krzesło i dwie gazety. Tak sklep na wsi obszedł zakaz handlu w niedzielę

Katarzyna Gileta
Kącik do czytania w LewiatanieKącik do czytania w Lewiatanie
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, Pyszności

Zakaz handlu w niedziele obowiązuje od lat, ale przedsiębiorcy wciąż szukają luk w przepisach. Gdy jedni stawiają na automatyzację i wpuszczają do środka tylko ochroniarza, inni wracają do starych metod i organizują w alejkach kąciki czytelnicze. Sprawdzam, na czym polegają te patenty i czy inspekcja pracy przymknie na nie oko.

Będąc przejazdem w jednej z mniejszych miejscowości na Lubelszczyźnie, od razu zwróciłam uwagę na spory ruch przed budynkiem lokalnego Lewiatana. Ludzie spokojnie wychodzili ze sklepu z pełnymi torbami, więc postanowiłam wejść do środka i zrobić szybkie zakupy. Zagadka wyjaśniła się błyskawicznie tuż za drzwiami.


WIDEO
Zakupy bez wychodzenia z samochodu. Sprawdziliśmy, jak działa piekarnia drive-thru

Kącik czytelniczy między warzywami a chemią

Tuż przy wejściu do sklepu stanął prosty biurowy stolik, jedno krzesło oraz żółta kartka wyrwana z bloku z odręcznym napisem: "KĄCIK DO CZYTANIA". Całość ulokowano w dość specyficznym otoczeniu, tuż obok skrzynek ze świeżą cebulą i regału z mopami.

Właściciel zadbał przy tym o pełną równowagę publicystyczną. Na blacie położył obok siebie "Gazetę Wyborczą" oraz "Nasz Dziennik", dając czytelnikom wybór godny rasowej czytelni. Taki zabieg to bezpośrednie nawiązanie do art. 6 ust. 1 pkt 10 ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta, który zwalnia z zakazu placówki prowadzące działalność m.in. w zakresie kultury, sportu czy oświaty.

Kącik czytelczniczy w Lewiatanie
Kącik czytelczniczy w Lewiatanie © Pyszności

Dlaczego patent na czytelnię już nie działa

Próby zamiany sklepu w klub czytelnika, wypożyczalnię sprzętu sportowego czy klub gier planszowych były powszechne kilka lat temu, tuż po uszczelnieniu przepisów o placówkach pocztowych. Franczyzobiorcy w sieciach takich jak Lewiatan działają na własny rachunek i sami decydują o podejmowanym ryzyku.

Z perspektywy prawa sprawa jest jednak przesądzona. Państwowa Inspekcja Pracy oraz sądy, w tym Sąd Najwyższy, wielokrotnie wskazywały, że zwolnienie dotyczy podmiotów, których przeważająca działalność faktycznie ma charakter kulturalny albo sklepików działających wewnątrz instytucji kultury. Wstawienie jednego stolika i dwóch gazet do marketu spożywczego nie zmienia charakteru obiektu. W razie kontroli inspektorzy bez wahania nakładają mandaty, a kary za złamanie zakazu sięgają od 1000 zł do nawet 100 tys. zł.

Stokrotka idzie w pełną automatyzację

Zupełnie inną ścieżkę testuje sieć Stokrotka. W wybranych placówkach zakupy w niedzielę zrobisz całkowicie bez udziału personelu sklepowego. Przy wejściu stoi jedynie pracownik zewnętrznej agencji ochrony, którego jedynym zadaniem jest pilnowanie porządku i bezpieczeństwa obiektu. Ochroniarz nie ma prawa kasować towaru, rozkładać produktów na półkach ani pomagać przy skanowaniu.

Zakupy finalizuje się wyłącznie przy kasach samoobsługowych. Z tego powodu sieć musiała jednak ograniczyć asortyment. W niedziele nie kupisz tam alkoholu, papierosów, e-papierosów ani napojów energetycznych. Maszyna nie może zweryfikować wieku klienta, a ochroniarz nie może wykonywać czynności handlowych, bo wtedy cała konstrukcja prawna runęłaby w gruzy. Zasłonięte pozostają też lady mięsne i stoiska wymagające obsługi wagowej przez pracowników.

Który sposób ma większe szanse na przetrwanie?

Różnica między oboma pomysłami sprowadza się do litery prawa. Ustawa mówi wprost o zakazie "powierzania pracownikowi lub zatrudnionemu wykonywania pracy w handlu". Lewiatan z kącikiem prasowym wciąż zatrudnia na sali zwykłych pracowników i próbuje nagiąć profil działalności, co niemal w 100 proc. przypadków kończy się przegraną w sądzie.

Stokrotka natomiast eliminuje z procesu człowieka, zamieniając market w wielki automat sprzedażowy. Prawnicy i sama inspekcja pracy analizują obecnie ten model, sprawdzając, czy samo udostępnienie sali sprzedaży bez załogi mieści się w granicach prawa. Jedno jest pewne: choć widok stolika z prasą w sklepie ma swój przaśny urok, przyszłość niedzielnych zakupów leży raczej po stronie automatycznych bramek i bezgotówkowych terminali niż partyzanckich kącików literackich.

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY