Doktor dietetyki, założyciel Centrum Respo i edukator w zakresie zdrowego żywienia Michał Wrzosek nie podziela zdania tradycjonalistów. Uważa, że na talerzu potrzebna jest rotacja, a przy tym zwraca uwagę na to, że jedzenie jest ważnym, ale jednym z wielu elementów trybu życia. Tylko szersza perspektywa może pomóc przeciwdziałać otyłości u dzieci.
DLA CIEBIEFocaccia z łososiem i burratą - włoskie danie jak z restauracji
Zmiany na stołówkach szkolnych nie zatrzymają otyłości
Czy nowy jadłospis w szkole może realnie pomóc w walce z nadwagą i otyłością wśród najmłodszych? Zdaniem Michała Wrzoska jest to potrzebny krok, ale nie wystarczy, by rozwiązać problem.
– Większa ilość błonnika, mniej cukrów prostych i tłuszczów trans w stołówkach pozwolą korzystnie wpłynąć na dostarczaną ilość kalorii i ustabilizują poziom cukru we krwi. Kluczowe jest jednak to, co dzieje się w domu, więc bez edukacji żywieniowej i ruchu poza szkołą zmiana samych obiadów nie wyeliminuje otyłości, ale to ważny pierwszy krok w kierunku dobrej zmiany – mówi Michał Wrzosek w rozmowie dla Pyszności.
Ekspert dodaje, że szkolny obiad stanowi tylko część całodziennego menu dziecka, zatem rodzice nie powinni zrzucać pełnej odpowiedzialności na placówki, bo to, czy ich dziecko będzie podejmować zdrowe decyzje w domu, czy będzie pić wodę zamiast słodkich napojów, zrezygnuje z fast foodów i wybierze sałatkę, wynika z kształtowania nawyków żywieniowych od najmłodszych lat.
Mięso codziennie nie jest zdrowym wyborem
Michał Wrzosek pozytywnie ocenia odejście od monotonii ciężkich, tradycyjnych dań na rzecz kuchni bogatszej w warzywa i strączki. W odpowiedzi na nasze pytania o dietę planetarną tłumaczy, dlaczego mięso jedzone codziennie może być szkodliwe dla rozwoju dziecka.
– Mięso dostarcza pełnowartościowego białka, łatwo przyswajalnego żelaza hemowego i witaminy B12, które są kluczowe dla wzrostu i rozwoju mózgu. Jednak codzienne, a zwłaszcza kilkukrotne w ciągu dnia spożywanie mięsa (szczególnie przetworzonego) wypiera z diety warzywa, strączki i ryby. Może też obciążać układ trawienny i dostarczać nadmiaru nasyconych kwasów tłuszczowych. Dlatego umiar i rotacja źródeł białka są tak ważne – podkreśla dietetyk.
Jednocześnie przypomina, że roślinny zamiennik mięsa nie zawsze automatycznie oznacza produkt dobrej jakości.
– Położyłbym większy nacisk na jakość podawanych zamienników mięsa, by miały prosty skład, bez nadmiaru soli i sztucznych dodatków. Ważna jest też atrakcyjna dla dzieci forma podania, bo nowości trzeba oswajać stopniowo – zaznacza.
To właśnie sposób serwowania może zdecydować o tym, czy ciecierzyca i roślinne kotleciki zostaną zjedzone, czy wylądują w koszu na odpadki. O tym, jak bardzo jest to ważne i jak wygląda zbiorowe żywienie dzieci opowiada kucharz Filip Marcinkowski, właściciel firmy cateringowej, która obsługuje pięć poznańskich placówek.
Zmiana wymaga czasu
Wprowadzanie zmian w szkołach nie polega na wykluczeniu mięsa i tradycyjnych potraw z jadłospisu. To jeden pełnowartościowy posiłek z warzyw strączkowych w tygodniu, a nie roślinne zamienniki każdego dnia. Jeśli menu zostanie opracowane w taki sposób, aby było atrakcyjne dla dzieci, ma realną szansę na zaakceptowanie. Jednak według Michała Wrzoska zmiana nawyków powinna obejmować również inne aspekty codzienności, takie jak pozostałe posiłki w domu i aktywność na świeżym powietrzu.