"Ręce opadają". Powiedzieli nam, co sądzą o nowych jadłospisach na szkolnych stołówkach

Ewa Malinowska
Jak wygląda dziś żywienie w stołówkach?Jak wygląda dziś żywienie w stołówkach?
Źródło zdjęć: © Adobe Stock

Zadaliśmy na naszym facebookowym profilu pytanie dotyczące aktualnych jadłospisów oraz żywienia w szkołach i przedszkolach. Reakcja czytelników była natychmiastowa – pod postem wybuchła dyskusja, w której starły się ze sobą skrajne opinie rodziców, dziadków oraz samych pracowników stołówek.

Wśród setek komentarzy głośno wybrzmiewają opinie osób, które na co dzień stoją przy przedszkolnych i szkolnych garach. Intendentki i kucharki w dyskusji pod naszym wpisem zwracają uwagę na ich zdaniem rosnący problem wyrzucania posiłków przez dzieci. Część z nich uważa, że problem wynika przede wszystkim z nawyków żywieniowych wyniesionych z domu. Zdaniem niektórych komentujących część dzieci jest w domach przyzwyczajona do prostych smaków, takich jak nuggetsy, frytki czy żywność mocno przetworzona.

"Zapytałam, dlaczego nie jedzą i co nie smakowało, to wzruszają ramionami i mówią, że jak wrócą do domu, to mama da na McDonald’s... a my staramy się, by było zdrowo i smacznie. Ręce opadają" – pisze pani Kasia, pracownica szkolnej kuchni.

Podobnego zdania jest pan Paweł, który w dyskusji nie patyczkuje się z dorosłymi:

"Trzeba było nauczyć dzieci smaków, a nie tylko frytki i kurczak. Teraz dzieci nie chcą jeść i to niby wina szkoły. Sorry rodzice, to Wy jesteście winni".

WIDEO
Ryż z jabłkami w zapieczonej wersji. Pomysł na obiad w słodkim wydaniu

Problem z wytycznymi, brak soli i mdły falafel

Z drugiej strony sami pracownicy kuchni przyznają w komentarzach, że nowe normy bywają dla nich wyzwaniem. Aktualne wytyczne dotyczące żywienia w placówkach oświatowych (określone w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia oraz zalecaniach Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej) kładą duży nacisk na stopniowe ograniczanie soli, cukru i nasyconych kwasów tłuszczowych na rzecz ziół oraz naturalnych przypraw.

Pani Emilia w swoim komentarzu odnosi się do kwestii doprawiania dań, twierdząc, że jej zdaniem wyczarowanie przy obecnych obostrzeniach dotyczących soli apetycznej zupy czy surówki graniczy z cudem, a same zioła nie zawsze potrafią uratować smak. Warto jednak zauważyć, że oficjalne materiały i zalecenia dietetyczne nie eliminują soli całkowicie, a wskazują na umiar w jej stosowaniu (np. max. 1 g soli na 100 g/ml gotowego posiłku), co ma na celu wyrabianie zdrowych nawyków u najmłodszych.

Co ciekawe, krytyka płynie też ze strony osób, które dostrzegają brak kreatywności czy po prostu umiejętności przy wprowadzaniu bezmięsnych dań. Pracownica jednej z przedszkolnych kuchni szczerze opisała bezmięsny dzień, w którym podano rozwodnioną zupę ziemniaczaną na mrożonce i makaron z sosowo-mączną papką z ciecierzycą z puszki:

"Sama bym tego swojemu dziecku nie podała. Żadnego smaku, mdłe."

Jak wynika z dyskusji, nie wszystkim dzieciom smakują nowości w stylu falafela czy kotlecików ze strączków. W opinii części internautów problemem nie jest jednak sama dieta bezmięsna, a po prostu źle ułożony jadłospis i nieodpowiednie przepisy.

"Więcej marudzą dorośli niż dzieci"

W opozycji do narzekających stoi spora grupa internautów twierdzących, że "dieta planetarna" i ograniczanie mięsa to krok w bardzo dobrą stronę, a najwięcej marudzą nie dzieci, lecz dorośli. Pani Beata, opisując doświadczenia z placówki w Niemczech, w której pracuje, zauważa, że w jej przedszkolu zasady ograniczenia mięsa do jednego posiłku drobiowego w tygodniu sprawdzają się od dawna i dzieci jedzą ze smakiem, podczas gdy to dorośli szukają dziury w całym.

Podobne spostrzeżenia płyną w komentarzach od autorek powołujących się na doświadczenia z pracy w Wielkiej Brytanii, gdzie nacisk na warzywa i ograniczenie dodatku soli oraz cukru jest powszechną praktyką w żywieniu dzieci. Nie brakuje też świetnych przykładów z naszego podwórka – pani Lidzia pochwaliła się zdjęciem z polskiego przedszkola, w którym maluchy codziennie rano same komponują kolorowe kanapki ze szwedzkiego stołu pełnego rzodkiewek, pomidorów i serów, co okazało się strzałem w dziesiątkę.

Jedno jest pewne: opinie wyrażone pod naszym postem pokazują jasno, że sam papier i wytyczne nie ugotują dobrego obiadu. Do sukcesu potrzeba serca oraz umiejętności u pracowników stołówki, a po stronie rodziców otwartości na to, by zielone warzywa gościły na talerzach nie tylko od święta. Zamiast krytykować szkolne jadłospisy, warto potraktować je jako inspirację do zmian we własnej, domowej kuchni.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE